„Sztuka pod ręką” według Mariusza Ołowskiego

„Sztuka pod ręka” to cykl filmowy artysty - Mariusza Ołowskiego, który przedstawia swoich ulubionych twórców. Filmowe opowieści można oglądać na Facebook'u Miejskiego Ośrodka Kultury w Ząbkach.

Sylwia Kowalska: Pamięta Pan moment swojego życia, w którym Pan stwierdził, że lubi sztukę na tyle, aby się nią zajmować?

Mariusz Ołowski: Trudno mi przypomnieć jeden moment, raczej nie rozkopuję mojej przeszłości i nie mam w tym doświadczenia. Mogę jednak powiedzieć, że sztuka jest, była i będzie dziedziną, która dzieli ludzi i wywołuje emocjonalne poruszenia. Myślę, że właśnie to mocne oddziaływanie na emocje, moje i innych ludzi zawsze kusi, popychając do dalszych działań artystycznych.


- Dla Miejskiego Ośrodka Kultury w Ząbkach prowadzi Pan cykl filmowy „Sztuka pod ręką”, w którym przedstawia Pan swoich ulubionych artystów. Czy na pomysł produkcji wpadł Pan, czy cykl artystycznych opowieści został zlecony przez ząbkowski MOK?

- Myślę, że moja osoba mogła być inspiracją do rozpoczęcia cyklu "Sztuka pod ręką", razem z ząbkowskim MOKiem udało nam się opracować to technicznie i dzięki temu zleceniu możemy cieszyć się ciekawymi sylwetkami artystów, o których wiedzę warto rozpowszechniać.

- O jakich artystach Pan opowiada?


- Artyści, których przedstawiam, to rozmaite postacie. Pojawiają się osoby bardzo sławne i twórcy mniej rozpoznawalni. Cieszę się, że chociaż trochę mogę zwrócić uwagę na kunszt osób, które są już przysypane całą stertą wątków życia codziennego.


- Czym Pan się kieruje przy wyborze tych twórców? Indywidualną sympatią i uznaniem dla ich pracy. Czy czymś jeszcze?


- Byłem świadomy, że jakaś forma selekcji musi się pojawić, umówiliśmy się na 5 odcinków przed moim wyjazdem do Paryża, więc cóż za presja! Z dziesiątek nazwisk można wybrać tylko pięć, a wszyscy są zasłużeni dla sztuki. Kogo wybrać? Pomyślałem, że wybiorę osoby różne zarówno pod względem charakterologicznym, jak i malarskim. Wybrałem tych, których twórczość potrafi mimowolnie wpłynąć na widza, otwierając przed nim nowe perspektywy postrzegania rzeczywistości.


- Czym się wyróżniają Pana opowieści na tle innych programów o sztuce, artystach i ich twórczości?


- Nie było mi dane zapoznać się z programami tego typu, ponieważ moją tradycją jest spędzanie czasu na czytaniu o takich rzeczach, zawsze warto! Z pewnością każdy program tego typu jest nasiąknięty osobowością przedstawiającego, a ja, nieustanne działający na polu malarskim, przedzieram się z tym bagażem doświadczeń do tych opowieści. Być może ta nieświadomość trendów na rynku daje mi swobodę i pozwala mi zachować indywidualność.


- Ukończył Pan szkoły plastyczne. Jaką sztukę sam Pan uprawia najchętniej?


- Odwiedziłem kilka artystycznych kątów. Jak u każdego twórcy, ewolucja trwa. Kiedyś zachwyt kręcił się wokół realizmu, przeszedł przez deformację, symbolikę czy badanie materii do obecnego zachwytu nad procesami naturalnymi, które zostawiają estetyczne ślady, niemożliwe do powtórzenia przez ludzką rękę. Etapy tego tworzenia są niebezpieczne, ale warte ryzyka. Tak powstaje abstrakcja, która mocniej zahacza o lekką figurację. Przemycane pareidolie, tworzone przez przypadek, dają wręcz świadectwo naturalnej jakości. Dzięki temu każdy jest w stanie zobaczyć w nich coś innego. Bywa, że wykorzystuję do tworzenia obrazu lody waniliowe, czasami coca-coli, ogień, kwas lub inne mrożące techniki.


- Gdzie można zobaczyć Pana prace?


- Kilka wystaw indywidualnych już było, jedna nawet we Francji, ale to dopiero początek, na horyzoncie są już kolejne miejsca do ekspozycji, o których będę informował na moim instagramie, gdzie również można znaleźć trochę moich prac w formie elektronicznej. Serdecznie zapraszam do śledzenia moich poczynań. @olowski.m https://www.instagram.com/olowski.m/

 

Rozmawiała Sylwia Kowalska