Sztukę zawsze można realizować wielowymiarowo

O sztuce we wszelkim tego słowa znaczeniu rozmawiam z Martą Karłowicz. To wspaniała malarka. Mistrzyni makijażu. Absolwentka Wydziału Artystycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Przez lata była instruktorem kulturalno-oświatowym, obecnie jest nauczycielką plastyki w jednej z radzymińskich szkół. Jej ulubione techniki to węgiel, pastele i akryl, którym pokrywa nietypowe przedmioty. Brała udział w licznych plenerach artystycznych i wystawach zbiorowych. 

Sylwia Kowalska: Maluje Pani obrazy i twarze. Bardziej pociąga Panią malarstwo czy makijaże?


Marta Karłowicz: Sztuką i malarstwem zajmowałam się odkąd pamiętam. Już w szkole podstawowej wiedziałam, że w przyszłości będę malować obrazy, natomiast przygodę z makijażem odkryłam pod koniec studiów i absolutnie mnie to pochłonęło! Jednak trudno byłoby mi wybrać co jest mi bliższe. Dziedziny te są tak naprawdę bardzo zbliżone – praca pędzlem, analiza i mieszanie barw, wydobywanie piękna. W obu przypadkach satysfakcja z wykonanej pracy jest podobna. Oprócz makijażu użytkowego wykonuję także bodypaiting, gdzie doskonale widać, jak malarstwo i makijaż łączą się na ciele niczym na podobraziu.


Jest taki makijaż, z którego jest Pani najbardziej dumna?

Trendy w makijażu zmieniają się identycznie jak w modzie, czyli co sezon. To z czego byłam dumna jeszcze dwa lata temu, dziś przyprawia mnie o zdumienie! Dawniej panie prosiły, aby absolutnie nie podkreślać brwi, dziś brew to jeden z najważniejszych i najmocniejszych elementów makijażu. Mogę jednak z całą pewnością stwierdzić, że najbardziej jestem dumna z tych makijaży, po wykonaniu których dziewczyna spoglądając w lusterko promienieje. Zdarzały się nawet łzy szczęścia – to dla makijażystki najcudowniejsze uczucie.


A obraz?


Z obrazem jest podobnie. Czasem spotykam ludzi, do których powędrowały moje obrazy i jestem bardzo dumna, gdy słyszę, że nie są tylko dekoracją, że właściciel ma do mojej pracy sentyment lub powiesił ją na honorowym miejscu. Jednak jeśli miałabym podać obraz, który wspominam najmilej, to byłaby to moja praca dyplomowa na zakończenie liceum plastycznego. Namalowałam wtedy moją babcię, siedzącą w mroku przy stole. Jest to praca, o której coraz częściej myślę, zwłaszcza, że babcia odeszła kilka lat temu.

Jak wygląda współpraca podczas tworzenia makijażu z klientką, której zazwyczaj Pani nie zna?

Taka współpraca to niezwykły proces i wielki kredyt zaufania ze strony klientki. Na samym początku warto chwilę porozmawiać tak po prostu, chwilę pożartować – wtedy skraca się dystans i znika napięcie. Później wypytuję o najistotniejsze sprawy, jak reakcje uczuleniowe, stan skóry, preferencje makijażowe, wspólnie ustalamy, jak makijaż ma wyglądać. Bardzo ważna jest umiejętność empatii, wyłapywania emocji. Makijaże wykonuję zazwyczaj u pań w ich domach, a każdy dom to zupełnie inny klimat. Są domy, gdzie panuje całkowity luz, gdzie nikt się nie spieszy, a ja nie mogę wyjść dopóki nie zjem rosołu (śmiech). Wtedy zazwyczaj dziewczyny są rozmowne, opowiadają o uroczystości. Ale są i domy, gdzie panuje cisza, a klientka nie chce rozmawiać i to też jest ok, wtedy nie naciskam. Każdy jest inny i ma własne sposoby na emocje.


Brała Pani udział w kilku wystawach na terenie powiatu wołomińskiego. Czy te wystawy są bliskie Pani sercu?

Bardzo bliskie. Na tych wystawach i plenerach poznałam wielu ciekawych ludzi, artystów z pasją. Szczególnie miło wspominam plenery organizowane przez Skansen w Kuligowie. To niezwykle klimatyczne miejsce.

Pomaga Pani przy nowo otwartej Galerii Piwniczka w Radzyminie. Widzi się tam Pani, jako pracownik, w przyszłości?

Obecnie Galeria Piwniczka, jak i kawiarnia Domek Ogrodnika prowadzone są przez Magdalenę Karłowicz, która ma wiele wspaniałych pomysłów na to miejsce. Między innymi będą odbywać się tam warsztaty dla dzieci i dorosłych - na pewno chętnie poprowadzę niektóre z nich. Miałam również przyjemność wykonać pracę malarską na jednej ze ścian w kawiarni. Namalowałam tam łąkę pełną ziół i kwiatów, wszystko w nostalgicznym klimacie dzikiego ogrodu. Już w lipcu to miejsce będzie znowu otwarte. Wystawy w Galerii Piwniczka i spotkania w Domku Ogrodnika to świetne połączenie sztuki z relacjami lokalnej społeczności.

Ma Pani swoich ulubionych artystów, z których czerpie Pani wzorce na swojej ścieżce kariery?

Nie potrafię podać konkretnych nazwisk ulubionych artystów, ponieważ ciągle fascynują mnie nowe postacie. Przede wszystkim lubię artystów, u których widać warsztat i pomysł. Sztuka oparta tylko na konceptualizmie nie do końca do mnie przemawia, choć oczywiście szanuję pomysły tych twórców. Najlepsze w sztuce jest właśnie to, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Nad jakim obrazem Pani teraz pracuje?

Obecnie wykonuję zlecenie, które otrzymałam od Urzędu Miasta Marki - obrazy z widokami przyrody tej gminy. Ale właściwie zawsze mam kilka innych zaczętych prac, które muszą poczekać na swoją kolej. Moją stałą pracą jest posada nauczyciela plastyki w Szkole Podstawowej nr 1 im. ppłka pil. Mariana Pisarka w Radzyminie, czas kwarantanny i koniec roku szkolnego jest bardzo intensywny, dlatego niektóre projekty muszą poczekać na wakacje.

Ma Pani jakieś swoje artystyczne marzenie?

Moim marzeniem jest zrealizowanie choćby połowy twórczych pomysłów, jakie od lat gromadzę w głowie. Oczywiście nie są to tylko pomysły malarskie, ale także te związane ze szkołą, domem i makijażami. Sztukę zawsze można realizować wielowymiarowo.

Rozmawiała Sylwia Kowalska