Karina Węgiełek – wspaniała aktorka i reżyserka

O sztuce aktorstwa i reżyserii rozmawiam z Kariną Węgiełek - laureatką nagrody "Kobieta z Marką" w kategorii kultura. Pani Karina ukończyła Szkołę Aktorską Haliny i Jana Machulskich przy Polskim Ośrodku Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ASSITEJ, Warszawską Szkołę Filmową Lindy&Ślesickiego, Egzamin eksternistyczny dla aktorów dramatu przed komisją ZASP (SPATiF), a także reżyserię w Warszawskiej Szkole Filmowej.


Sylwia Kowalska: Zdobyła Pani laureatką nagrody "Kobieta z Marką" w kategorii kultura. Co Pani czuła gdy się Pani o tym dowiedziała oraz podczas wręczania nagrody?

Karina Węgiełek: Byłam bardzo zaskoczona już samą nominacją do nagrody, a kiedy siedziałam w Mareckim Ośrodku Kultury wśród innych wyróżnionych kobiet, i usłyszałam, jak prowadzący wydarzenie wymawiają moje nazwisko... Szczerze? Zamurowało mnie. No tak najzwyczajniej w świecie miałam i mam wrażenie, że są kobiety, które zdecydowanie bardziej zasługują na tę nagrodę niż ja. To jedna strona medalu. A z drugiej strony – poczułam wielką radość, że ktoś zauważył moją pracę. Że to, co robię – nie przechodzi bez echa. Strasznie mnie to ucieszyło. Jeszcze raz za to bardzo dziękuję. Takie wyróżnienie dodaje energii do kolejnych działań. A szczególnie w tej branży – tak mi się wydaję – potrzeba wiele siły i samozaparcia, żeby iść do przodu.

- Doceniono Panią za scenariusz i reżyserię krótkometrażowego filmu Rudy (2019), który zrealizowany został w całości w Markach oraz przy ogromnym wsparciu miasta i jego mieszkańców. Do tej pory film dostał się na czterdzieści pięć festiwali i zwiedził aż pięć kontynentów. Proszę opowiedzieć o tym projekcie. O czym jest film?

- Film Rudy przedstawia „strzępy” z życia Judyty oraz jej ojca Zbigniewa na przestrzeni kilku dni po śmierci brata Judyty, Marcina, w wypadku samochodowym. W ich przerzucanie się odpowiedzialnością, w poszukiwanie winnych, w pustkę pozostałą po bliskiej osobie - niespodziewanie wkracza ktoś obcy - Rudy. Jest to młody wrażliwy chłopak dręczony wyrzutami sumienia…
Głównym tematem filmu, jak łatwo można wywnioskować, jest więc poczucie winy, które nierzadko kompletnie dezorganizuje nasze życie i nie pozwala normalnie funkcjonować, oraz samotność, która wydaje się być często niezauważana pod pozorami bliskich relacji z ludźmi w naszym otoczeniu. Kiedy rozpoczynałam pracę nad scenariuszem, miałam wrażenie, że temat poczucia winy nie był zbyt często poruszany w kinie w sposób przystępny dla każdego (przynajmniej ja nie odnalazłam takiego obrazu), a w mojej opinii jest to temat bardzo istotny. Chorobliwe poczucie winy (często nieuzasadnione) i masochizm z nim związany (potęgowany zapewne chwilowym odczuciem ulgi), nierzadko prowadzi do poważnych dysfunkcji życiowych mających wpływ nie tylko na samą ofiarę wyrzutów sumienia, ale także na jego rodzinę czy pracę, a co więcej – zaburza ono zdrowe postrzeganie świata, a tym bardziej – samego siebie. Reasumując zależało mi na tym, aby zrobić film, który trafi do każdego widza – niezależnie od wieku, płci czy pochodzenia, zwróci uwagę na istnienie wspomnianego problemu, da nadzieję, i po cichu zada pytanie: czy katując się wyrzutami sumienia jesteśmy w stanie coś naprawić? Czy to komukolwiek może w ogóle przynieść coś dobrego? I czy zawsze ktoś – tak naprawdę - musi być winny?

- Dlaczego film ma aż tak duży związek z Markami?

- Pisząc scenariusz mojego filmu dyplomowego wyobrażałam sobie jego bohaterów jako mieszkańców przedmieścia czy też po prostu niewielkiego miasta, a przecież już wtedy od dwóch lat mieszkałam właśnie w Markach... Razem z moim promotorem z Warszawskiej Szkoły Filmowej - reżyserem Markiem Brodzkim, stwierdziliśmy, że jest to idealna przestrzeń dla mojego filmu.
Na początku, wraz z moją kierowniczką produkcji Karoliną Krok, umówiłyśmy się na rozmowę do Urzędu Miasta Marki oraz do Wodociągu Mareckiego. Burmistrz Miasta Jacek Orych odniósł się bardzo pozytywnie do naszego projektu, a tym samym Miasto Marki stało się naszym głównym sojusznikiem i wsparciem. Podobnie Dyrektor Zarządu Wodociągu Mareckiego pan Kajetan Paweł Specjalski wyciągnął do nas pomocną dłoń. No i tak to zaczęły rosnąć tłumy markowian mających niebagatelny udział w powstaniu filmu „Rudy”, za co ponownie – ogromnie dziękujemy. Żeby nie być gołosłownym, mam tu na myśli m.in. Komendanta Policji Andrzeja Oleksiaka, Wojciecha Tymińskiego, Grażynę Manteuffel, Iwonę Rożnawską, Radnego Jarosława Jaździka, który pomagał, jak mógł, i kiedy tylko mógł. Ba, uratował nas zaledwie dwa tygodnie przed zdjęciami, kiedy okazało się, że w bloku, w którym mieliśmy wynająć mieszkanie jako główną lokację w filmie, rozpoczyna się remont. Radny razem z nami stawał na głowie w poszukiwaniu innego mieszkania w Markach. I znalazł… :) Restauracja Sepia oraz Warsztat Samochodowy Patrix-Auto udostępniły nam swoje wnętrza w celu zrealizowania kilku scen, wspaniały catering, który przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania, zapewniła nam Hotel&Restauracja Mistral, a wszyscy statyści, którzy pojawili się w filmie, są mieszkańcami Marek. No nic tylko „Rudy” jest z Marek, a jego sukcesy… wykraczają poza kontynent. Bogu dzięki, bo jak ja bym się z tego wszystkiego wytłumaczyła? Do tej pory film dostał się, jak już Pani wspomniała, na czterdzieści pięć festiwali i zwiedził aż pięć kontynentów. Był w Oficjalnych Selekcjach festiwali kwalifikujących do Oscarów, do Nagród BAFTA oraz do Kanadyjskich Nagród Filmowych (m.in. Flickers’ Rhode Island International Film Festival w Stanach Zjednoczonych czy Aesthetica Short Film Festival w Wielkiej Brytanii). Zdobył dziesięć Nagród Filmowych (m.in nagroda„Klaps Filmowy” dla Najlepszego Filmu Krótkometrażowego w konkursie „Klucz do filmu” na festiwalu Filmski Festival Prvi Kadar w Sarajewie, nagroda Cinematic Achievement Award na festiwalu Thess International Short Film Festival w Grecji, Nagroda za Najlepszą Reżyserię na 26. Międzynarodowym Festiwalu Kina Autorskiego w Rabacie, w Maroku czy Specjalna Nagroda Aktorska dla Izabeli Baran na festiwalu w Barcinie) oraz wiele nominacji w różnych kategoriach, a jego ścieżka festiwalowa trwa do dziś. W tym roku zaś „Rudy” z pewnością trafi do emisji telewizyjnej.

- Znała Pani wcześniej inne Panie nominowane do nagrody "Kobieta z Marką" w Pani kategorii?

- Z mojej kategorii? Wcześniej znałam tylko Panią Ewelinę Kryszkiewicz. Poznałyśmy się właśnie podczas pracy nad „Rudym”. Pani Ewelina użyczyła nam swojego ogródka na zdjęcia, a poza tym wraz ze swoją rodziną uratowała przedostatnią scenę w filmie. A dokładniej? Okazało się, że mieliśmy zbyt małą liczbę statystów na planie, i Pani Ewelina wraz z bliskimi zgodziła się zagrać rodzinę tytułowego Rudego. Z innych kategorii „Kobiet z Marką” znam także Panią Anię Sołoninko. To właśnie ona pomagała nam działając z ramienia Wodociągu Mareckiego. I oczywiście – Panią Joannę Wieczorek, która także pojawiła się w jeden ze scen w filmie „Rudy”.

- Gra Pani w popularnych serialach. Między innymi "Na dobre i na złe". Jakiś serial wspomina Pani najmilej?

- Ojej, trudno powiedzieć… Wszystkie seriale wspominam miło. Każda ekipa, każdy serial ma swoją własną energię – i nigdzie nie jest tak samo, ale za to wszędzie, już po kilku scenach, można poczuć się jak w domu. Jeśli jednak musiałabym wskazać jakiś konkretny… Może w takim razie powiem, który serial miał dla mnie szczególne znaczenie? Takim serialem był na pewno „Ojciec Mateusz”. W odcinku 276, w którym grałam rolę Anieli Hejno. Pan Artur Żmijewski występował zarówno w roli aktora jak i reżysera. To była moja pierwsza duża rola w poważniejszej produkcji, byłam bardzo zestresowana, ale cały czas czułam ogromne wsparcie ze strony pana Artura. Chyba pierwszy raz widziałam tak spokojnego i cierpliwego, a zarazem tak wymagającego reżysera.

- Swoją przyszłość wiąże Pani bardziej z reżyserią czy aktorstwem?

- Trudno powiedzieć. Chciałabym robić jedno i drugie, ale… na pierwszym miejscu jest chyba aktorstwo.

Rozmawiała Sylwia Kowalska